- Mogło być gorzej. - stwierdziłem. Pomogłem jej wstać, jednak gdy ta stanęła na lewą nogę niemal krzyknęła z bólu. - A jednak nie mogło. - westchnąłem przyglądając się jej kostce. Była troszkę spuchnięta, złamana raczej nie jest, chyba zwichnięte. - Tak nie dojdziesz. - stwierdziłem.
- Dam radę. - stwierdziła pewnie.
- Nie sądzę. - pokręciłem głową. - A nawet jeśli, do wieczora nie dojdziemy.
- To co chcesz zrobić? - wywróciła lekko oczami.
Bez większego zastanowienia wziąłem ją na ręce.
- Tylko się trzymaj. - powiedziałem ruszając w stronę obozowiska.
?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz